Uwielbiam poznawać, niepokorne kobiece umysły. Dzięki nim czuję się mniej świrnięta. Jestem prostym szarym wróbelkiem, w porównaniu z tym co w główce miał ten kolorowy paw. Moja zdolność empatii reaguje gwałtownie gdy czytam o jej emocjonalności, chęci bycia zauważalną i kochaną. Jej umysł stanowił paletę uczuć, czasem przeciwstawnych, mieszających się ze sobą, w sposób dla wielu niezrozumiały czy nieprzewidywalny. Jestem Frida, patrzcie, podziwiajcie, kochajcie, wybaczajcie, zrozumcie, zostawcie, wracajcie, trwajcie. Te i wiele innych komunikatów można by wyczytać z jej zachowania i sposobu bycia. Koneksji Fridy z surrealizmem czy prymitywizmem, nie opiszę, nie mam wiedzy, która by mi na to pozwoliła. Jak ktoś wie, chętnie posłucham. Jej twórczość jest emocjonalna jak kobieta. Każdy obraz jest odzwierciedleniem uczuć urodzonych na skutek mniej lub bardziej ważnych wydarzeń. Obrazy są jej rozmową, czy monologiem, który opowiada jej życie i wszystko co ją ukształtowało. Podziwiam jej odwagę do mocnego wyrażania siebie w tamtejszej rzeczywistości społecznej, akcentowania swojej odmienności i epatowania ekspresją mówiącą - chcę być głośna, będę, chcę wyjść ubrana w garniturze, wyjdę, chcę kochać się z kobietą, będę. Kobieta pełną gębą, zdająca sobie sprawę z minusów z tego płynących. Czujesz - myślisz - wiesz.
Jesień, zmora tych, którzy stale uciekają przed smutkiem. Stanem, który może zagrażać porządkowi umysłu, wprowadzać chaos, burzyć. Nie każdy jest w stanie po raz kolejny siebie odbudowywać. Na nowo lepić z gliny powyrywane ręce, zmiażdżone serce. Nie dlatego, że człowiek nie jest zdolny do regeneracji, podnoszenia się z ziemi, ale z powodu ciemnej siły, która usnuła sobie posłanie w zakamarkach duszy. Nie wiem czy można ją wysiedlić na stałe, na pewno trzeba się starać by spała snem najtwardszym .. Tak, oto nadchodzi, jesień, pora wiatru i lęku o to by nie spaść, bo brak wiary w powstanie, brak wiary w siebie. Wraz z liśćmi, we włosy wplątuje się niestrudzona kompanka - samopogarda. Na drugie imię powinnam mieć Hipokryzja, jak można tak mocno wierzyć w bliskich, a tak przeraźliwie mało w siebie. Jesień. Czym niższa temperatura powietrza tym zimniejsze moje myśli o sobie. Pieprz się, meteoropatio! Twoja wina, twoja wielka wina. Czyjaś musi, a przecież nie moja... Bursztynowy ptaszek Jesień
ptaszek bursztynowy przejrzysty z gałązki na gałązkę nosi kroplę złota. Jesień ptaszek rubinowy świetlisty z gałązki na gałązkę nosi kroplę krwi. Jesień ptaszek lazurowy umiera z gałązki na gałązkę kropla deszczu spada
Mój wizerunek jest odpowiednikiem mojego jestestwa. Nie uważam by każdy musiał wyrażać siebie w ten sposób. Ja lubię. Lubię tworzyć swoją zewnętrzność i obserwować reakcje ludzi. To moja zabawa ze społeczeństwem. Zdziwione spojrzenia, uniesione brwi, zaskakujące komentarze, wejścia w znaki drogowe, machanie rękami, propozycje małżeństwa, seksu w bramie i inne. Zaakceptowałam swoją potrzebę bycia widoczną, akcentowania odmienności. Wolę nie poddawać tego psychologicznej analizie, po prostu taka jestem. Od małego. W pamięci mam swój zachwyt i przyśpieszone bicie serca, na widok kolekcji butów mojej babci. Kilkadziesiąt par butów na obcasach. Mając lat 7 topiłam się w nich, w 10 wiośnie były idealne, 13 rok, za małe (36 versus moje 40). Czym dla mnie jest moda? Zobrazowaniem mojej ekspresji i charakteru. Gardzę ślepą odtwórczością. Nie akceptuję sylistycznych wizerunków zaczerpniętych z sieciówek, nie zauważam chodzących po ulicach manekinów. Nie istnieją. Ludzi, którzy wydają 200 zł na spódnice z Zary wewnętrznie wyśmiewam, t-shirt za 70 zł z hm, szczyt głupoty. Wydawanie pieniędzy na to by być niewidzialnym, banalnym, miałkim. Napełnianie kieszeni modowym potentatom za ubrania, których koszta produkcji są kilkaset procent niższe niż kwoty, które wydaje na nie mądre społeczeństwo. Kompletowanie garderoby w sieciówkach odbieram również jako brak empatii i świadomości, kto te ubrania produkuje, w jakich warunkach i za jakie wynagrodzenie. Zara, hm i inne są gorsze niż multipleksy, a to chyba najgorsza przywara :P Nie uważam, że wydawanie większych pieniędzy na ubrania jest godne krytyki, po prostu wyznaję zasadę: jestem inteligentna, myślę, analizuję wiem gdzie kupuję.
Moja ostatnia zajawka to t-shirty, uwielbiam printy, napisy, rzeczy, które "mówią".
Szukam romantyczności w filmach, rzadko, na co dzień wolę udawać, że nie istnieje. Są wieczory gdy dzielnie stawiam jej czoła, nie umiejąc oprzeć się emocjom, które we mnie wywołuje. Zakochany Paryż, widziany w 2006 r. Krótkie formy pozwalające zaspokoić nasze zapędy do wdepnięcia stopą w czyjeś życie. Przyjemnie stać się na chwilę obserwatorem, zapomnieć o swoim małym śmietniku, przesiąknąć smrodem cudzego. Jednocześnie poczuć więź ze społeczeństwem, które doświadcza podobnych problemów czy tęsknot. Faubourg Saint-Denis, T.Tykwer. Chyba ulubiona z całości, powodów jest kilka. Natalie Portman, kobieta-dziecko, której nie można nie kochać. Przywodzi mi na myśl istotę, która swoim spojrzeniem, ekspresją i wrażliwością, mogłaby łagodzić konflikty zbrojne. Tom Tykwer, jestem fanką jego popieprzenia, kolażu, który wciela w życie, podczas robienia filmów. Niepokojąca mieszanka filmu z animacją, muzyką i abstrakcyjnym myśleniem.
'słuchałem Twoich tekstów, marzeń, nadzieji i muzyki Ty słuchałaś moich byliśmy sobie bliżsi, coraz bliżsi czas mijał, uciekał pewnego dnia mnie pocałowałaś'