Uwielbiam poznawać, niepokorne kobiece umysły. Dzięki nim czuję się mniej świrnięta. Jestem prostym szarym wróbelkiem, w porównaniu z tym co w główce miał ten kolorowy paw. Moja zdolność empatii reaguje gwałtownie gdy czytam o jej emocjonalności, chęci bycia zauważalną i kochaną. Jej umysł stanowił paletę uczuć, czasem przeciwstawnych, mieszających się ze sobą, w sposób dla wielu niezrozumiały czy nieprzewidywalny. Jestem Frida, patrzcie, podziwiajcie, kochajcie, wybaczajcie, zrozumcie, zostawcie, wracajcie, trwajcie. Te i wiele innych komunikatów można by wyczytać z jej zachowania i sposobu bycia.
Koneksji Fridy z surrealizmem czy prymitywizmem, nie opiszę, nie mam wiedzy, która by mi na to pozwoliła. Jak ktoś wie, chętnie posłucham.
Jej twórczość jest emocjonalna jak kobieta. Każdy obraz jest odzwierciedleniem uczuć urodzonych na skutek mniej lub bardziej ważnych wydarzeń. Obrazy są jej rozmową, czy monologiem, który opowiada jej życie i wszystko co ją ukształtowało. Podziwiam jej odwagę do mocnego wyrażania siebie w tamtejszej rzeczywistości społecznej, akcentowania swojej odmienności i epatowania ekspresją mówiącą - chcę być głośna, będę, chcę wyjść ubrana w garniturze, wyjdę, chcę kochać się z kobietą, będę.
Kobieta pełną gębą, zdająca sobie sprawę z minusów z tego płynących. Czujesz - myślisz - wiesz.

