czwartek, 20 września 2012

Are U what U wear?

Mój wizerunek jest odpowiednikiem mojego jestestwa. Nie uważam by każdy musiał wyrażać siebie w ten sposób. Ja lubię. Lubię tworzyć swoją zewnętrzność i  obserwować reakcje ludzi. To moja zabawa ze społeczeństwem. Zdziwione spojrzenia, uniesione brwi, zaskakujące komentarze, wejścia w znaki drogowe, machanie rękami, propozycje małżeństwa, seksu w bramie i inne.

Zaakceptowałam swoją potrzebę bycia widoczną, akcentowania  odmienności. Wolę nie poddawać tego psychologicznej analizie, po prostu taka jestem. Od małego. W pamięci mam swój zachwyt i przyśpieszone bicie serca, na widok kolekcji butów mojej babci. Kilkadziesiąt par butów na obcasach. Mając lat 7 topiłam się w nich, w 10 wiośnie były idealne, 13 rok, za małe (36 versus moje 40).

Czym dla mnie jest moda? Zobrazowaniem mojej ekspresji i charakteru. Gardzę ślepą odtwórczością. Nie akceptuję sylistycznych wizerunków zaczerpniętych z sieciówek, nie zauważam chodzących po ulicach manekinów. Nie istnieją. Ludzi, którzy wydają 200 zł na spódnice z Zary wewnętrznie wyśmiewam, t-shirt za 70 zł z hm, szczyt głupoty. Wydawanie pieniędzy na to by być niewidzialnym, banalnym, miałkim. Napełnianie kieszeni modowym potentatom za ubrania, których koszta produkcji są kilkaset procent niższe niż kwoty, które wydaje na nie mądre społeczeństwo. 
Kompletowanie garderoby w sieciówkach odbieram również jako brak empatii i świadomości, kto te ubrania produkuje, w jakich warunkach i za jakie wynagrodzenie. Zara, hm i inne są gorsze niż multipleksy, a to chyba najgorsza przywara :P Nie uważam, że wydawanie większych pieniędzy na ubrania jest godne krytyki, po prostu wyznaję zasadę: jestem inteligentna, myślę, analizuję wiem gdzie kupuję.

Moja ostatnia zajawka to t-shirty, uwielbiam printy, napisy, rzeczy, które "mówią".



romantyczność - długie, średnio ładne słowo.

Szukam romantyczności w filmach, rzadko, na co dzień wolę udawać, że nie istnieje. Są wieczory gdy dzielnie stawiam jej czoła, nie umiejąc oprzeć się emocjom, które we mnie wywołuje.
Zakochany Paryż, widziany w 2006 r.  Krótkie formy pozwalające zaspokoić nasze zapędy do wdepnięcia stopą w czyjeś życie. Przyjemnie stać się na chwilę obserwatorem, zapomnieć o swoim małym śmietniku, przesiąknąć smrodem cudzego. Jednocześnie poczuć więź ze społeczeństwem, które doświadcza podobnych problemów czy tęsknot.
Faubourg Saint-Denis, T.Tykwer.
Chyba ulubiona z całości, powodów jest kilka. Natalie Portman, kobieta-dziecko, której nie można nie kochać. Przywodzi mi na myśl istotę, która swoim spojrzeniem, ekspresją i wrażliwością, mogłaby łagodzić konflikty zbrojne. Tom Tykwer, jestem fanką jego popieprzenia, kolażu, który wciela w życie, podczas robienia filmów. Niepokojąca mieszanka filmu z animacją, muzyką i abstrakcyjnym myśleniem.



'słuchałem Twoich tekstów, marzeń, nadzieji i muzyki
Ty słuchałaś moich
byliśmy sobie bliżsi, coraz bliżsi
czas mijał, uciekał
pewnego dnia mnie pocałowałaś'